“To wy naprawdę jedziecie?!”

– zawołał mój Tata, tonem, który miał wskazywać, że udaje kogoś bardzo zaskoczonego. Mimo niewątpliwych zdolności aktorskich można było jednak wyczuć w jego głosie ukrytą nutę niepokoju.

Zawołał tak na widok wielkiej, rozciągającej się na całą powierzchnię mojego pokoju,wystawy ubrań i innych przedmiotów przeróżnych, które były w trakcie restrykcyjnego przeglądu ich użyteczności. Mimo to nie odbyło się bez panicznego wywracania półki z mapami następnego dnia i przynajmniej trzech telefonów do Heleny w celu porównania składu naszych plecaków i upewniania się, czy aby na pewno nie zapomniałam o czymś Super Istotnym.

Później był Poznań: załatwianie ubezpieczenia EURO26, zdjęć legitymacyjnych i walka z papierkową robotą dotyczącą studiów. A wieczorem rozmowy z przyjaciółmi na żółtym kocu nad Wartą i przegapienie autobusu, mimo, że przyjechał na przystanek (a co!).

Następnego dnia była Wielka Gala Sukcesów, w stylu rycerskim. Dużo satysfakcji, dumy i niemały żal, że to już koniec.
Wieczorem czekało mnie kolejne spotkanie ze Wspaniałymi Ludźmi, chwila grozy, że nie ma wolnych miejsc w autobusie do Zakopanego i dobroduszny kierowca, który jednak znalazł jedno dla mnie.

Więc kiedy rano otworzyłam oczy, pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam przez szybę były góry! Chyba zgodzisz się ze mną, że to wymarzona pobudka.

Niedługo potem drzwi od autobusu otworzyły się i mogłam, nareszcie, rzucić się na spotkanie z Heleną! To niesamowicie ważne z Kim zdecydujemysię wybrać w podróż. Nie mam żadnych wątpliwości, że nie mogłam znaleźć osoby z którą równie chętnie wybrałabym się na podobną wyprawę. A pamiętaj,że “podczas takich autostopowych podróży spędza się razem więcej czasu, niż standardowe małżeństwo”, jak mówi H.,więc ważne, żeby potrafić się ze sobą porozumieć na wszelkich płaszczyznach. Z H. mamy naprawdę bardzo dobrze funkcjonującą sztukę kompromisów, jestem więc spokojna i wdzięczna,że jedziemy razem. Świat czeka!

Przez przypadek, dzień przed oficjalnym wyruszeniem, znalazłam czterolistną koniczynę, ukrytą w trawie nad Dunajcem. To był dobry omen!

Jeszcze tylko szaleńczy bieg po mapę Europy- wyścig z czasem, żeby zdążyć przed zamknięciem księgarni i… ruszamy!